Ruch Radzionków podzielił się punktami ze Stalą Bielsko - Biała w ostatnim meczu rundy jesiennej. Spotkanie, które miało być porywającym widowiskiem, rozczarowało. Z jednego punktu bardziej zadowoleni są goście, z całej rundy - Cidry, które przerwę zimową spędzą na fotelu lidera.
Tuż przed pierwszym gwizdkiem miała miejsce taka sytuacja: opiekun radzionkowian Rafał Górak ścisnął rękę Marka Mandli, szkoleniowca BKS-u, życząc mu jak najlepiej. - Niech tylko nikt nie nabawi się kontuzji - mówił Górak. Trener Mandla również rzucił swoje życzenie: - I niech wygrają goście. Powiedział to jednak z takim uśmiechem na twarzy, jakby słowa te miały być tylko żartem. Trudno się temu dziwić, bo statystyki jednoznacznie wskazywały, kto jest faworytem pojedynku - Cidry do spotkania ze Stalą nie oddały jeszcze punktów na własnym terenie, tracąc tylko jedną bramkę.
Remis 1-1 sprawił, że Mandla schodził z boiska z wysoko podniesioną głową. - Zdobyliśmy punkt w "jaskini lwa", a cieszy on nas tym bardziej, że wcale nie byliśmy zespołem gorszym. Stworzyliśmy sobie chyba nawet więcej dogodnych sytuacji do zdobycia bramki - cieszył się trener z Bielska. - Moi zawodnicy szansę poczuli jednak dopiero w trakcie meczu - dodał.
To chyba trafne spostrzeżenie, bo Radzionkowianie zagrali dużo słabiej niż w poprzednich spotkaniach tej rundy. - Właściwie to już trzeci mecz, który nie ułożył nam się po myśli - przyznaje Rafał Górak. - To było jednak pewne, że w końcu nastąpi mały kryzys. Przecież nie da się wszystkiego wygrać. I nie ma się co martwić, bo jesień w naszym wykonaniu była naprawdę dobra. Gdyby przed sezonem ktoś mi powiedział, że punkty stracimy tylko trzy razy [2 remisy,1 porażka - przyp. red.], wynik ten wziąłbym w ciemno – uspokaja trener Cidrów.
Minioną rundę faktycznie trzeba zaliczyć do udanych, bo Ruch nie dość, że pozostawił najgroźniejsze zespoły w tyle (8 punktów przewagi w tabeli), to może pochwalić się też najlepszym atakiem (31 zdobytych bramek) i obroną (zaledwie 6 straconych bramek). Tak dużą przewagą Ruchu nad rywalami jest zaskoczony nawet Adam Kompała, który jeszcze pół roku temu cieszył się z awansu Piasta Gliwice do ekstraklasy: - Myślałem, że będzie trudniej zdobywać punkty. W tej lidze jest kilka groźnych zespołów, teraz jednak w drodze do awansu chyba tylko my sami możemy sobie przeszkodzić - zaznacza kapitan "żółto-czarnych".